Legalny Bukmacher

zakłady bukmacherskie – Promocje i Kody

Moja mama też ogląda Ekstraklasę – mówi Mateusz Juroszek, prezes STS

W świadomości kibiców piłkarskich w Polsce Mateusz Juroszek funkcjonuje nie tylko jako prezes firmy Star-Typ Sport, będącej sponsorem strategicznym Lecha Poznań.

W lutym tego roku zaistniał również jako osoba, która otwarcie skrytykowała trenera Mariusza Rumaka. O tym, czy dziś swych słów żałuje, uroku T-Mobile Ekstraklasy oraz trudnym sponsoringu sportowym w Polce opowiada w rozmowie z serwisem Esktraklasa.org.

  • Obecnie pełni pan funkcję prezesa firmy STS. Jak to się stało, że dziś nie macie sobie równych na rynku bukmacherskim w Polsce?

Moja rodzina ma sto procent udziałów STS. Ustawa hazardowa reguluje to pod względem formalnym i jeden właściciel może mieć maksymalnie 33 procent udziałów. Z tego powodu mamy to rozbite – ja mam 33%, siostra i nasz ojciec po tyle samo. To jest jeden z naszych biznesów rodzinnych. Firma STS została założona przez mojego ojca, a pod jego skrzydłami rozwinęła się do największej tego typu w Polsce. Później sprzedał ją inwestorom w Anglii. Oni prawie zbankrutowali, więc postanowiliśmy ją odkupić. Zajmujemy się tym na nowo – opowiada Mateusz Juroszek.

– W Polsce to nie jest łatwe zajęcie chociażby z tego powodu, że mamy specjalną ustawę, jest gigantyczna szara strefa, o czym cały czas w mediach przypominamy. Z drugiej strony uważam, że jeśli ktoś to robi z pasją, a ja lubię sport, to można z tego czerpać same korzyści. STS ma obecnie gigantyczną przewagę nad rywalami i rynkiem w Polsce. Mamy 40% udziałów w rynku i ten odsetek cały czas rośnie. To daje satysfakcję.

  • Czyli zajmując się bukmacherką w Polsce, udało się panu świetnie zarobić?

Spójrzmy najpierw na przeszłość. W momencie, kiedy nie było konkurencji z tzw. rajów podatkowych, to rzeczywiście był bardzo dobry biznes. Firma rozwijała się szybko, wiele też inwestowaliśmy. W latach 1998-2002 mieliśmy nawet 500 lokali w Polsce i zatrudnionych 1300 osób. Za bardzo dobre pieniądze sprzedaliśmy to brytyjskim udziałowcom. Teraz znów zajęliśmy się STS-em. Oczywiście jesteśmy firmą rentowną, ale nie można moich przychodów porównywać z tym, jakie zarabiają firmy za granicą.

Jest szara strefa, niekorzystne przepisy. Obecnie 91 procent rynku online należy do firm, nielicencjonowanych i niezarejestrowanych w Polsce, które unikają płacenia podatku w naszym kraju. W tym roku sam zapłacę podatek od gier hazardowych około 50 milionów złotych. Przypomnę jedynie, że mając firmę na Malcie, te 50 milionów po prostu zostałoby w firmie.

  • Nie chciał pan przenieść tego biznesu do raju podatkowego?

Gdybym zdecydował się na taki krok, pewnie nie miałbym takiej siły przebicia, jak teraz. Istniałbym w świecie wirtualnym, unikając podatków. Jednocześnie nie mógłbym być sponsorem strategicznym Lecha ani partnerem reprezentacji Polski. Obecnie firma odpowiednio działa i rozwija się. Wszystko jest na dobrej drodze. Nie uciekam do raju podatkowego, ponieważ mamy punkty bukmacherskie, a nie chcemy z nich rezygnować. Dajemy też wielu ludziom pracę.

  • A to prawda, że w czasie meczu Polska – Rosja na Euro 2012 ważyło się 11 milionów złotych? Jak to w ogóle możliwe?

11 milionów, a może nawet więcej! Zacznę od tego, jak ta sytuacja się przedstawiała od  meczu otwarcia mistrzostw. Jeszcze w piątek, kiedy Polska miała się zmierzyć z Grecją, wszyscy wierzyliśmy w drużynę trenera Smudy. Wszyscy bardzo wyraźnie stawiali na zwycięstwo Polaków i nie ukrywam, że to była bardzo duża kwota. Ostatecznie Polska ten mecz zremisowała, pieniądze zostały u nas. To były początki mistrzostw, więc wszyscy nadal chcieli stawiać. Nastroje się załamały po pierwszym meczu.

Potem mieliśmy grać z Rosjanami, którzy wcześniej rozgromili Czechów. Cała Polska tym razem obstawiła przegraną naszej reprezentacji. Byłem wtedy na stadionie. Kiedy początkowo przegrywaliśmy 0:1 przeliczyłem, że jeśli utrzyma się taki wynik, miałbym do wypłaty 11 milionów złotych. To byłaby klęska. Na szczęście był wspaniały gol Błaszczykowskiego na 1:1. W ten sposób po Euro byliśmy na dużym plusie.

  • Niecały miesiąc temu zakończył się mundial w Brazylii. Zdążył pan podliczyć wszystkie zyski? Jest pan zadowolony z wyników – zarówno meczów, jak i pana firmy?

Nie ukrywam, że te mistrzostwa były dla bukmacherów bardzo udane. Pierwszą wielką niespodzianką był mecz Urugwaj – Kostaryka, później Niemcy – Ghana oraz starcie Włochy – Kostaryka. Tam padły sensacyjne wyniki, klienci postawili na wygrane faworytów. Poza tym w swoich grupach odpadli Włosi i Anglicy, to wszystko miało wpływ na rezultaty STS. Zarobiliśmy zarówno na fazie grupowej, jak i pucharowej. Owszem, w ćwierćfinałach i półfinałach wygrywali faworyci, ale dopiero po serii rzutów karnych.

Dla nas liczy się wynik po 90 minutach gry, czyli uznawaliśmy remis. Spójrzmy również na finał. Przyjąłem mnóstwo zakładów na naprawdę sporą sumę, że Niemcy wygrają. A przecież po regulaminowym czasie gry nie było rozstrzygnięcia.

  • Ustawa antyhazardowa mocno utrudniła panu życie?

Tak, bo wprowadziła wiele zmian. Wcześniej celnicy stali na granicach i pilnowali, by nikt nie przewoził podróbek papierosów i alkoholu. Teraz urzędy celne zaczęły się interesować nie tylko kontrolą alkoholu, papierosów, ale też hazardem. Celnicy nie chcieli stracić pracy, rzucili się więc do kontroli zakładów bukmacherskich, ale gównie tych, które działają legalnie.

Przez to STS miał kilkanaście kontroli dziennie w różnych miejscach w Polsce. Jak wspomniałem, byli skrupulatni i dużo spraw karno-skarbowych zakładali przeciwko zarządowi STS. Zdarzało się, że musiałem chodzić po sądach. Dziś już nauczyłem się żyć w tej rzeczywistości. Nie zmienia to jednak faktu, że wiele ciekawych akcji marketingowych nie ma miejsca, ponieważ zabraniają tego przepisy.

  • Można liczyć na zmiany? Mam wrażenie, że ta ustawa nie utrudnia tylko panu życie, ale też klubom, które mogłyby być sponsorowane przez firmy bukmacherskie?

Powiem wprost: jeżeli będę miał 2 razy większe obroty, niż teraz, to może będę sponsorował nie tylko Lecha i reprezentację Polski, ale też całą ekstraklasę lub inne dyscypliny. Obecnie drużyny piłkarskie, koszykarskie, siatkarskie nie mogą pozyskiwać pieniędzy od bukmacherów w takim wymiarze, jak to ma miejsce za granicą. Jasne, chciałbym zmian.

Przez dwa lata udzielam się w różnego rodzaju debatach, spotkaniach, dyskusjach i tłumaczę, że żyjemy w nienormalnym kraju, z nienormalną ustawą. Teraz dostosowaliśmy się do rzeczywistości. Jeśli tyko komisja sportowa lub finansowa w sejmie będzie na ten temat debatować, to wyślemy swoje propozycje zmian, bo po prostu się na tym znamy.

  • W świadomości kibiców istnieje pan nie tylko jako szef firmy sponsorującej Lecha, ale też osoba, która potrafiła otwarcie skrytykować trenera Mariusza Rumaka. Napisał pan: „Manchester jest trochę jak Lech. Niby zawodnicy nieźli, ale trener do d…” Nie boi się pan takiej łatki?

W ogóle się tym nie przejmuję. Osobiście nie mam żadnego problemu z trenerem Rumakiem, to jest jego sprawa, jak pracuje. Napisałem wtedy też maila trenerowi, żeby nie brał tego do siebie, bo to nie było nic osobistego. Nawet zdziwiłem się, jaka lawina komentarzy przewinęła się przez media. Podchodzę do sportu dosyć krytycznie, momentami wręcz szyderczo.

  • A wypada otwarcie krytykować trenera klubu, który pan sponsoruję?

Przecież mam prawo do własnej opinii! Uważam, że w Polsce są lepsi trenerzy, niż Mariusz Rumak. Odnośnie wpisu, było w tym ziarenko prawdy. Gdyby trerner Rumak pracował u boku jakiegoś doświadczonego trenera, na wzór Leo Beenhakkera, pewnie uczyłby się jeszcze szybciej.

Wiele osób myśli, że mam wielki wpływ na klub, ponieważ jestem sponsorem strategicznym. A to nie jest prawda! Nie mieszam się w tematy sportowe, bo wiem, że są ludzie, którzy znają się bardziej ode mnie. Z drugiej strony oczywiście ważne dla mnie jest, czy Lech gra w pucharach i zamiast piętnastu tysięcy ludzi przychodzi trzydzieści. Gdyby wokół Kolejorza był wielki show, to lepiej przełożyłoby się na mój biznes.

  • Od tamtego wpisu na Twitterze minęło już ponad pół roku. Lech zmienił się na lepsze?

Mój wpis ewidentnie zmobilizował trenera Rumaka (śmiech). Od tego czasu Lech w końcu zaczął coś grać. Wiele elementów w drużynie funkcjonuje lepiej. Tak czy inaczej, uważam, że Lech zasługuje na bardzo dobrego, młodego trenera z Niemiec ze świetnym warsztatem. Taki szkoleniowiec mógł wnieść tu nową jakość.

  • A którego ze szkoleniowców polskich klubów pan ceni?

Na pewno cenię Marcina Dornę. Kiedyś lubiłem Bogusława Kaczmarka, ale to już raczej melodia przeszłości. Ricardo Muniz był niezły – poukładał Lechię, ale musiał odejść. Swego czasu ceniłem trenera Jana Urbana. Może za trenera Henninga Berga Legia będzie bardziej skuteczna w europejskich pucharach. Moim zdaniem powinno być tak, że jeśli się zatrudnia trenera, to on jest tam co najmniej przez dwa lub trzy lata. Stabilizacja jest ważna i dobra, Mariusz Rumak z sezonu na sezon się rozwija. Myślę, że ma niezłe notowania na giełdzie trenerskiej i bez problemu poradziłby sobie w  innym polskim klubie. Ma też szansę dojrzeć.

  • Za co pan lubi T-Mobile Ekstraklasę?

Przede wszystkim za kibiców. Jako STS mocno współpracujemy z fanami piłkarskim. Piękne stadiony i świetni kibice – to od razu rzuca się w oczy. Będąc na meczu Legia – Lech zachwyciłem się widowiskiem. Oprawy sympatyków dwóch drużyn, super stadion. To robi wrażenie. Osoba, która pierwszy raz przyjdzie na mecz, na pewno wróci. Kibice to największa wartość i ważny element widowiska. T-Mobile Ekstraklasa powinna nadal iść w tym kierunku. Nawet moja mama ogląda teraz te rozgrywki.

  • Wielu ekspertów, kibiców i dziennikarzy twierdzi, że T-Mobile Ekstraklasa jest pełna niespodzianek. Pana zdaniem trudno przewidzieć wyniki poszczególnych spotkań?

Dobre pytanie. Myślę, że nasza ekstraklasa jest dosyć nieobliczalna. A przecież kiedyś było inaczej! Pamiętam te lata, kiedy Wisła wygrywała wszystko albo rok, kiedy Kolejorz był mistrzem i też grał „na pewniaka”. Dopiero, ostatnie dwa, trzy sezony są bardziej nieobliczalne. Spójrzmy na bieżące rozgrywki – Legia na przykład przegrała z Bełchatowem u siebie. W innych ligach mamy pewnych zwycięzców w każdym tygodniu – Real i Barca w Hiszpanii, Juventus we Włoszech. To ma swoje plusy, na T-Mobile Ekstraklasie też zarabiamy jako STS, a przy tym rozgrywki są ciekawsze.

  • Pan jest nie tylko sponsorem Lecha, ale też jego kibicem. To pana pierwsza piłkarska miłość?

Muszę się przyznać, że nie. Pochodzę z południa Polski, więc z ojcem jeździłem na mecze Górnika Zabrze. Zawsze miałem w sercu tę drużynę. Poza tym kibicuję polskim drużynom w europejskich pucharach. Zawsze będę za nimi i nie mam problemu z tym, że gra Legia. Też im życzę awansu. Teraz kibicuję Lechowi, także dlatego, że jestem blisko tej drużyny, zawodowo i prywatnie.

  • To pewnie jako kibic i sponsor w jednej osobie, nie żałuje pan grosza i mocno wspiera drużynę Kolejorza?

Rzeczywiście, w ostatnim czasie przedłużaliśmy umowę sponsorską z Kolejorzem i ta kwota jest o kilkanaście procent wyższa. Poza tym było kilku punktów, które zmieniliśmy, inne poprawiliśmy. Cieszymy się, że możemy wspierać tę drużynę.

Rozmawiał Hubert Maćkowiak

Copyright © Wszelkie prawa zastrzeżone. 2016-2021