Legalny Bukmacher

zakłady bukmacherskie – Promocje i Kody

Bógmacher

Kolacja, jemy barszcz, na białym obrusie leży smartfon, bo w Londynie trwają zawody w lotki. Sześciokrotny mistrz świata przegrywa, barszcz stygnie, płonę, ale muszę udawać, że się nic nie dzieje. Ucieka 30 tys. zł

Ciemna strona zakładów bukmacherskich

Robię swój pierwszy w życiu kupon. Żeby napisać o polskiej bukmacherce, muszę zagrać, postawić pieniądze, poczuć adrenalinę. Stracić albo zyskać. Wysyłam maile do stu znajomych: “Znasz kogoś, kto gra u bukmachera? Może sam grasz?”.

Zdarzenie 1. Wygrać możesz, przegrać musisz

Przychodzą pierwsze odpowiedzi. Ktoś rekomenduje swojego przyjaciela Roberta. “Krajowa czołówka, gra profesjonalnie od dziesięciu lat, dzień i noc. Roczny obrót – między 2 a 3 mln zł”. Podaje adres mailowy.

Piszę list: “Wprowadź mnie do tego świata. Nigdy nie grałem”.

Robert odpowiada: “Pomogę pod dwoma warunkami. Zachowam anonimowość i żadnych pytań o uzależnienie. Interesują cię nałogi, pogadaj z terapeutą, nie ze mną. Albo znajdź grającego na giełdzie, który topi miliony w akcjach, a wszyscy nazywają go inwestorem. To on jest hazardzistą, nie ja”.

Przyjmuję warunki, spotykamy się w bydgoskiej kawiarni Coffeeheaven. Inaczej wyobrażałem sobie gracza, który obraca milionami. Stoi przede mną facet z wyglądu 65 lat, w zmechaconym swetrze i sztruksach wypchanych w kolanach. Zamiast błyszczących lakierków ma stare adidasy. Zarost dwutygodniowy, niechlujny. Pachnie świeżo wypalonym papierosem.

– Czym jest bukmacherka?

– Dobrą zabawą, czasem z bonusem. Oprócz emocji masz szansę na premię. – A kiedy przegrywasz?

– Dostajesz tylko emocje.

– Jak się robi dobry kupon?

– Nie ma dobrego kuponu. Wygrać możesz, przegrać musisz. Nie wiem, czy się do tego nadajesz.

– To sprawdź.

– Jaki sport cię nudzi?

– Większość. Lubię piłkę nożną, boks, siatkówkę, ale tylko kiedy grają nasi.

– Za 1000 złotych polubisz wszystko. Bierz kartkę i notuj.

 

Robert wyciąga z małej skórzanej prezesówki smartfona, wchodzi na stronę internetową firmy bukmacherskiej Milenium. Dyktuje mi numery zdarzeń i tłumaczy, co się za nimi kryje:
– Hokej, rosyjska liga. W meczu między Jekaterynburgiem a Dynamo Moskwa padnie nie więcej niż sześć i pół bramki.
– Tenis, Puchar Davisa. Łukasz Kubot rozjedzie Dmitrija Żyrmonta z Białorusi, 310. miejsce na świecie.
– Argentyna, tenis, też Davis. Del Potro wygra z Czechem Stepankiem. Jest u siebie, poradzi sobie, bułka z masłem.
– Rugby, turniej Championship, klasyk Nowa Zelandia – RPA. Wygrają gospodarze.
– USA, futbol amerykański, NFL. New England zmiecie na swoim boisku Arizonę.

 

Zdarzenie 2. Kupon zrobiony i opłacony

 

W Bydgoszczy Milenium ma dwa punkty. Najbliższy kawiarni, w której rozmawiamy, mieści się na parterze secesyjnej kamienicy. W środku przy stoliku dwóch starszych panów dyskutuje o wieczornych meczach, coś notują. Za małą ladą stoi pracownik kolektury, gładzi się po zakolach i wpatruje w telewizor. Na ekranie Polsat Sport News. Podaję kartkę z typami podyktowanymi przez Roberta. Pan błyskawicznie wklepuje je do komputera. Mówi jak automat.

– Stawka?

– 1000 złotych.

– To trzeba czekać na autoryzację.

– Co to jest autoryzacja?

– Bukmacher w centrali analizuje kupon i wydaje zgodę.

– Może nie wydać?

– Każdy zakład powyżej 250 zł musi być autoryzowany.

Po chwili przychodzi potwierdzenie, dostaję swój kupon. Na nim wypisane zdarzenia z datami, współczynnik zakładów – 2,5 i kwota “ewentualnej wygranej” – 2220 zł.

Wystarczy jeden błąd, a kupon wyląduje w śmietniku.

 

Zdarzenie 3. Rodzinne firmy kasują miliony

 

Nikt nie zna odpowiedzi na pytanie, ile takich kuponów zapełnia codziennie kosze przed “punktami przyjmowania zakładów wzajemnych”.

W całym kraju legalnie działa ich 1,7 tysiąca. Rynek prawie w całości podzieliły między siebie trzy duże firmy zrzeszone w Stowarzyszeniu Pracodawców i Pracowników Firm Bukmacherskich.

Liderem jest należąca do funduszu PENTA cieszyńska Fortuna – 460 punktów. PENTA to formalnie fundusz czesko-słowacki, jednak zarejestrowany na Cyprze, ma swoje podmioty w kilku krajach Europy. W Czechach do Penty należy fabryka samolotów Aero Vodochody, w Polsce – oprócz Fortuny – sieć sklepów Żabka, apteki Dr Max, telewizja kablowa Streams Communications, telefonia Mobilking. Wartość wszystkich spółek holdingu to ponad miliard euro, liczba pracowników przekracza 20 tys.

Druga duża firma bukmacherska to Katowicki STS – 380 punktów. Spółkę kontroluje rodzina notowanego w rankingach najbogatszych Polaków dewelopera Zbigniewa Juroszka. Tygodnik “Wprost” szacuje jego majątek na 350 mln zł. Jest właścicielem grupy deweloperskiej Atal. W ubiegłym roku za 200 mln zł sprzedała ponad 500 domów w Łodzi, Katowicach, Krakowie i Wrocławiu, teraz wchodzi na rynek warszawski.

Trzeci ważny podmiot, poznańskie Milenium, przyjmuje zakłady w 250 miejscach. Podobnie jak STS jest firmą rodzinną, decydujący głos w spółce należy do zielonogórskich biznesmenów Zbigniewa i Marka Bąbelków. Biznes rozkręcił senior – Zbigniew, handlowiec, współwłaściciel nieruchomości, na której powstaje galeria handlowa w Zielonej Górze. Zainwestował pieniądze zarobione na sprzedaży kosmetyków.

Jest jeszcze czwarty duży gracz – Totolotek, ale od września nie przyjmuje zakładów, bo stracił zezwolenie Ministerstwa Finansów.

Pozostałe punkty należą do małych podmiotów, najczęściej lokalnych. Zmieniają nazwy i szyldy z taką częstotliwością, że trudno się w tym połapać.

Roczne przychody wszystkich firm z branży bukmacherskiej to ponad 760 mln zł (dane ze stron Ministerstwa Finansów). Podział tortu jest proporcjonalny do liczby posiadanych punktów. 740 mln kasuje “wielka trójka”, resztą dzieli się “plankton”.

Odrębne zagadnienie to zakłady przyjmowane w internecie. “Wielka trójka” ma już koncesje ministerialne na organizowanie gry w sieci. Fortuna i Milenium uruchomiły specjalne portale, STS właśnie się do tego szykuje. Tam jednak muszą walczyć nie z lokalnym planktonem, ale z setkami firm globalnych obsługujących polskich klientów przez serwery umieszczone w różnych częściach świata. To niezgodne z polskim prawem. Nasza policja i służby celne tylko bezradnie rozkładają ręce. A legalni bukmacherzy tracą miliony – firmy internetowe oferują wygrane bez opodatkowania.

 

Zdarzenie 4. Wygrywam i chcę więcej

 

Za chwilę pierwsze zdarzenie z mojego kuponu, mecz hokejowy Jekaterynburg – Dynamo Moskwa. Robert miał rację, nigdy nie przypuszczałem, że rosyjska liga hokeja wywoła we mnie emocje. Tym bardziej że nie oglądam meczu w telewizji, bo przecież nikt w Polsce go nie transmituje, tylko śledzę w internecie na portalu LiveSports.pl. Co chwilę zerkam na ekran, bo zżera mnie ciekawość. Postawiłem, że obie drużyny nie strzelą razem więcej niż sześć i pół bramki. Po pierwszej kwarcie Dynamo prowadzi 2:1. Czyli już połowa mojego limitu wykorzystana. Jeśli zachowają taką skuteczność, za chwilę kupon trafi szlag. I stracę 500 złotych.

Druga tercja – 20 minut bez bramek. Nadzieja wraca.

Trzecia, ostatnia część. Już w 49. minucie jest 3:3. Każda kolejna bramka oznacza moją klęskę. Przede mną 11 minut nadziei i trwogi, a tu wydzwania komórka, nie mogę się skupić. Wreszcie koniec. Sześć bramek to mniej niż sześć i pół. Jestem w grze.

Tego popołudnia odbyły się jeszcze dwa zdarzenia z mojego kuponu – mecze tenisowe. Poszło gładko, faworyci wygrali po 3:0. Zaznaczam na kuponie trzy trafienia, nie mogę się doczekać kolejnych zdarzeń. Dzwonię do Roberta: – Wygrałem! Dzięki!

– Ścisz emocje. Wygrasz, jak wejdzie ostatnie zdarzenie. Jeśli masz na kuponie 20 zdarzeń, to 19 wygranych nic nie znaczy. Rozumiesz?

 

Zdarzenie 5. Jakieś pierdolenie!!!

 

Tę historię opowiedział mi policjant. Odpisał na maila w dwóch zdaniach: “Raz w życiu miałem do czynienia z ofiarą bukmacherki. Chłopak nie żyje”.

Na prostej drodze uderzył w drzewo. Samobójstwo. W tym, co zostało z samochodu, strażacy rozcinający blachę znaleźli kilkadziesiąt przegranych kuponów na ponad 40 tys. zł

Na spotkanie mój informator przyniósł odręczne notatki. – Wszystko wskazywało, że to przestępca gospodarczy, klasyczny wyłudzacz. Pracował jako przedstawiciel handlowy w koncernie farmaceutycznym. Wykształcenie wyższe, absolwent zarządzania, 27 lat. Fachowiec, potrafił miesięcznie wyrobić 20 tys. zł prowizji. Działał od Gdańska po Łódź. Przejeżdżał służbową toyotą 100 tys. kilometrów rocznie. Mieszkał z dziewczyną w apartamencie wartym pół miliona złotych, kupili za kredyt we frankach. Nie wiadomo, kiedy zaczął grać. Najstarsze kupony, jakie narzeczona znalazła już po jego śmierci, były datowane na 2008 rok. Nikt z jego otoczenia nie wiedział, że pożera go hazard, trwoni u bukmacherów firmowe pieniądze. W centrali zaczęli się niepokoić, kiedy kolejni kontrahenci pytali, gdzie jest ich przedstawiciel. Kazał przelać na nowe konto kilkanaście tysięcy złotych, po czym przepadł. Nie dowoził towaru, telefon milczał. W końcu zawiadomili policję. “Nowe konto” to był jego rachunek prywatny z wykorzystanym debetem 100 tys. zł. Przez pół roku naciągnął kilkadziesiąt aptek i przychodni na prawie milion złotych. Chcieliśmy go zatrzymać, ale już nie żył. Na prostej drodze uderzył w drzewo z prędkością 150 km na godzinę. Żadnych śladów hamowania. Samobójstwo. W tym, co zostało z samochodu, strażacy rozcinający blachę znaleźli kilkadziesiąt przegranych kuponów na ponad 40 tys. Ojciec chłopaka przyniósł na przesłuchanie kolejne pół setki kuponów. Znalazł je w tapczanie. Nie miał pojęcia, co to jest. Wystawiane były w całym województwie, z dat i godzin wynikało, że jeździł z miasta do miasta, od punktu do punktu, i grał. Sprawa poszła do umorzenia.

Piszę do Roberta, “zawodowca”, krótki list: “Znajomy opowiedział mi historię człowieka, który przegrał u bukmachera majątek i popełnił samobójstwo. Jak myślisz, mogło tak być?”. Odpowiedź przychodzi w tej samej minucie: “Jakieś pierdolenie!!!”.

 

Zdarzenie 6. Paznokcie obgryzam do krwi

 

Wstaję skoro świt, o 9.30 mam mecz rugby, a chcę jeszcze dokształcić się w internecie. Już wiem, kim jest William Webb Ellis. To on prawie 200 lat temu w trakcie meczu futbolowego nie wiedzieć czemu złapał piłkę w ręce, przebiegł z nią przez całe boisko i wrzucił do bramki. Wszystko działo się w mieście Rugby, w angielskim hrabstwie Warwickshire. Wielebny pastor przeszedł do historii, a od 1987 roku o puchar jego imienia walczą najlepsze drużyny świata. Najczęściej trofeum zdobywała Nowa Zelandia. To świetnie, bo właśnie za nich trzymam kciuki, jeśli przegrają w zawodach Championship, mój kupon stanie się bezużytecznym śmieciem.

Mecz oglądam w komputerze, co chwilę zrywa mi sygnał, niewiele rozumiem, ale podziwiam gladiatorów, którzy biegają po ogromnym boisku. Do przerwy moi faworyci prowadzą 5:3. Nie znam zasad, ale fachowcy piszą na forach, że to niewielka przewaga, w każdej chwili los może się odwrócić. Paznokcie obgryzłem do krwi. Po przerwie Nowa Zelandia bierze się do roboty, wygrywa 21:11.

Tym razem nie dzwonię do Roberta ani nie mailuję. Znów mnie zruga, bo do pełni szczęścia brakuje mi przecież jednego zdarzenia. Przede mną niedzielny mecz w futbolu amerykańskim NFL. New England ma zmieść u siebie Arizonę.

 

Zdarzenie 7. Barszcz stygnie, ja płonę

 

Odzywają się kolejni znajomi. Mam już namiary na kilkunastu graczy, wszystkim wysyłam ten sam zestaw pytań: “Jaką masz motywację do grania?”. “Robiłeś kiedyś bilans?”. “Od bukmacherki można się uzależnić?”. “Twoi najbliżsi wiedzą, że chodzisz do bukmachera i ile tam zostawiasz?”.

Przychodzi osiem odpowiedzi.

Maciej, bankowiec: “Gram od 2002 roku, codziennie obstawiam kupon za 200 zł, tylko na zdarzenia transmitowane w telewizji. Przychodzę z pracy, jem obiad i idę do swojego gabinetu. Kupiłem dekodery wszystkich telewizji, żeby żadne zdarzenie nie uciekło. Kibicuję tym, na których postawiłem. Bilans? Pewnie ujemny, nie liczę. Od olimpiady idzie świetnie, więcej wygrywam, niż tracę. Wcześniej więcej przegrywałem. I co z tego? Moi kumple tracą na kochanki, luksusowe auta, które w rok lecą w dół o 100 tys. zł, palą papierosy, piją drogie alkohole. Dla mnie rozrywką jest granie. Nie żałuję żadnej przegranej złotówki. Trzymam się świętej zasady – 200 zł dziennie! Wie o tym żona, syn, nawet teściowa. Czy od zakładów można się uzależnić? Jestem uzależniony od dobrego jedzenia, spotkań z przyjaciółmi, tańca i muzyki. Pewnie też od bukmacherki. Mam to gdzieś. Bez grania czułbym pustkę”.

Mateusz, student dziennikarstwa: “Gram raz w tygodniu, stawiam między 20 a 50 zł, motywacja jest mieszana – po części finansowa, a po części kibicowska. Więcej przegrywam, bo obstawiam wysoki współczynnik, czyli nikłe szanse na wygraną. Zdarzają się też dni, że się odbijam finansowo, choć wygrana i tak nie pokrywa strat. Mama nie ma pojęcia, że chodzę do bukmachera – by mnie zabiła. Ojciec wie, ale nie wszystko, sam też gra, czasem pomagam mu robić kupon. Lubię czekać na zdarzenie, chyba to oczekiwanie pcha mnie do grania. Uzależniony raczej nie jestem, chociaż muszę się pilnować, bo mam kolegę, który wpadł w bukmacherkę po uszy. Wyniósł z akademika kuchenkę mikrofalową, sprzedał za 100 zł, kasa poszła na kupon, współczynnik 80, oczywiście popłynął. Rodzice wywieźli go do Anglii”.

Roman prowadzi firmę handlową, która ledwo dyszy, przez ostatnie 15 lat głównie gra: “Zaczęło się od spotkania ze starym kumplem na ulicy, zaprosił mnie na obiad do dobrej restauracji. >>Co ty, wygrałeś w totolotka?<< – pytam. >>Nie. U bukmachera<< – odpowiedział. >>Gram raz w tygodniu, jak trafię, mam święto i idę na obiadek<<. Kolega wytłumaczył mi, o co w tym chodzi. Zrobiłem kupon. Przegrałem, ale mnie zaciekawiło. Mam tendencję do hazardu po ojcu. Od dzieciństwa grałem z tatą w kości. Omijałem te gry, na przebieg których nie miałem wpływu. Nigdy nie próbowałem blackjacka i ruletki. Początki w bukmacherce były trudne. Stawiałem małe pieniądze na duży współczynnik, czyli popełniałem ten sam błąd co większość graczy. Wpłacałem 100 zł, wybierałem dziesięć ciężkich zdarzeń i liczyłem, że trafię 4 tys. zł. Potrzebowałem dwóch lat, żeby zrozumieć, że muszę działać odwrotnie. Postawić 4 tys. na małą liczbę łatwych zdarzeń i wygrać tysiąc. Bukmacherka pochłonęła mnie całkowicie. Albo czekam na zdarzenie, albo obstawiam, albo analizuję, co warto postawić. Nie rozstaję się z laptopem, śledzę przez internet trzecią ligę piłki ręcznej w Norwegii albo siódmą ligę angielskiej piłki nożnej. To nie ma znaczenia, czy oglądasz Barcelonę, czy prowincjonalną brytyjską drużynę, liczy się współczynnik. Bilansu nie robię, bo po co? I tak będę grał. Pewnie wtopiłem milion, może więcej. Wszyscy wiedzą, że obstawiam, bo przecież tego nie da się ukryć. Siedzę na wigilii, jemy barszcz, na białym obrusie leży mój smartfon, bo w Londynie właśnie trwają zawody w lotki. Sześciokrotny mistrz świata Taylor przegrywa z jakimś kwalifikantem. Z minuty na minutę widzę, jak ucieka mi 30 tys. zł. Barszcz stygnie, ja w środku płonę, a muszę udawać, że się nic nie dzieje, prowadzić sympatyczną rozmowę. Taylor przegrywa, idę do baru na podwójną wódkę. Bukmacher też pewnie wznosi toast, ale za Taylora. Zaoszczędził dzięki niemu moje 30 tys. zł”.

 

Zdarzenie 8. Ruszyły wyścigi psów

 

Według polskiego prawa zakłady bukmacherskie to hazard, podlegają takim samym obostrzeniom jak gra w ruletkę czy blackjacka. Na działalność trzeba uzyskać koncesję Ministerstwa Finansów (prowadzenie 150 punktów kosztuje ok. pół miliona zł). Każdy pracownik, nawet ten przyjmujący zakłady za 2 zł, musi przedstawić zaświadczenie o niekaralności oraz ukończyć szkolenie państwowe z egzaminem (koszt – 1,2 tys. zł) odnawianym co trzy lata. Firmy są zobowiązane do magazynowania wygranych kuponów przez pięć lat. Nie można reklamować bukmacherki. Za złamanie tego zakazu sąd skazał Marcina Walczysko z zarządu STS. Chodziło o plakat ze snowbordzistką Pauliną Ligocką. Na nic zdały się tłumaczenia, że plakat był przyklejony w środku – widzieli go ludzie idący ulicą.

– Dowód, jak absurdalne jest nasze prawo – oburza się Walczysko. Ten 30-latek z Cieszyna zrobił karierę w branży bukmacherskiej. Zaczynał jeszcze na studiach zarządzania jako bukmacher analityk w firmie Fortuna. Autoryzował większe zakłady i ustalał wysokość kursu. Przeszedł do konkurencyjnego STS, awansował na wiceprezesa.

– Zakłady to nie hazard – przekonuje. – Jak można nazywać hazardzistami graczy, którzy analizują wyniki, miło rozmawiają w klubach, bo w STS nie używamy nazwy “punkt”, spędzają wspaniale czas na zabawie? Przychodzą do klubów, bo nie chcą pić wódki czy grać w ruletkę. Wszystko zależy od ich wiedzy, a nie od przypadku. No… Może gdyby ktoś się uparł, to jakieś drobne elementy hazardowe znajdzie, wiadomo, w grę wchodzi gotówka. Jednak wrzucać nas do jednego worka z kasynami? To gruba przesada.

– Ile osób gra w STS?- W czasie Euro liczbę graczy szacowaliśmy na setki tysięcy. Ale kiedy nie ma spektakularnych wydarzeń, na jeden punkt przypada ok. stu osób.

– Ilu z nich jest uzależnionych od grania?

– Nie spotkałem żadnego. Może ten problem dotyczy grających w internecie? U nas człowiek może się uzależnić od znajomości z innymi, od wymiany opinii z kolegami, od miłości do sportu.

– Bukmacherka to dobry interes?

– Kiedyś tak, dzisiaj zżerają nas podatki, opłaty koncesyjne, nieuczciwa konkurencja w internecie, zakaz reklamy. A przecież nasi klienci nie są krezusami.

– A kim?- Najczęściej to mężczyźni z wykształceniem średnim i zawodowym, między 18. a 30. i 40. a 60. rokiem życia. Grają na małe stawki, zawodowcy obracający dużymi kwotami to ułamek procentu.

Idę do bydgoskiego “klubu” STS. Pomarańczowa witryna (żeby się odróżnić od czerwonego Milenium i żółtej Fortuny), na szybie kalkomania z dwumetrowym piłkarzem. Przy stolikach pięciu panów, raczej emerytów, notuje typy na karteczkach z gotową tabelką: “numer spotkania”, “typ”. Nie chcą rozmawiać. Na jednej ścianie wiszą cztery przyklejone do siebie monitory. Jest przedpołudnie, o tej godzinie nikt nie gra meczu, więc wyświetla się komunikat: “Ruszyły wyścigi psów”. Na przeciwległej ścianie wisi olbrzymi monitor. Młody człowiek obserwuje na nim mecz, ale to nie jest transmisja, tylko symulacja komputerowa. Grają nieistniejące drużyny – Biali Bełchatów z Żółtymi Kielce. Jest bezbramkowy remis.

– O co tu chodzi? – pytam.

– Obstawiasz grę.

– Jak to grę?

– Chybił trafił, totolotek bukmacherski.

– Ile postawiłeś?

– Spierdalaj.

Zdarzenie 9. Leżę na dywanie i wyję do siebie

Niedziela, godzina 19. Ostatni mecz z mojego kuponu. Futbol amerykański, New England podejmuje u siebie Arizonę. Najpopularniejszy sport w USA podobny do rugby, wszystkie spotkania ligi NFL ogląda komplet widzów na stadionach i miliony przed telewizorami.

Specjalnie się nie denerwuję. Zdarzenie jest płatne 1,15 do 7. Krótko mówiąc, obstawiłem pewnego faworyta, jeżeli ktoś zaryzykował 10 złotych na mojego rywala, wygra aż 70! Raczej niemożliwe. Już pierwsza kwarta burzy mój spokój – gospodarze przegrywają 3 do 6.

Wysyłam SMS-a do Roberta: – Przegrywają!

Odpowiedź: – I co z tego?

– …ale wygrają?- Czy ja, kurwa, jestem wróżką?

W drugiej kwarcie jest lepiej, doszli do remisu. Trzecia kwarta – porażka blisko. Arizona wychodzi na prowadzenie czterema punktami. Przede mną ostatnie 15 minut gry. Wyłączam komórkę. Goście prowadzą już 20:9. Czuję pot na czole, co chwilę pocieram twarz ręką. Nagle dwie błyskotliwe akcje, nadzieja powraca. Drę się z radości jak idiota, walę pięściami w kolana, przegrywamy, ale już tylko 18:20. Do końca meczu trzy sekundy. Mamy field goal, czyli coś, co można porównać do rzutu karnego, ale wartego trzy punkty. Wystarczy, że Stephen Gostkowski tak kopnie piłkę z 42 jardów, że zmieści się między dwoma wysokimi słupkami. Tylko w tym meczu trafił już z większej odległości cztery razy, jego skuteczność wynosi 99 procent! Nagle się poślizgnął, nie trafił czysto w piłkę, aut!

Leżę na dywanie i wyję do siebie: – Gostkowski! Kurwa, jak mogłeś!

Przegrałem. Już wiem, na czym polega futbol amerykański. Już wiem, na czym polega bukmacherka.

Zdarzenie 10. Leczenie albo śmierć

Zaglądam do bydgoskiego Ośrodka Rehabilitacji, Terapii Uzależnień i Profilaktyki “Borpa”.

– Obstawianie u bukmachera to hazard? – pytam Barbarę Domagałę, dyrektorkę ośrodka.

– Oczywiście. Gracz nie jest w stanie przewidzieć wyniku, a mimo to obstawia. O jego pieniądzach decyduje przypadek. Zakłady są takim samym hazardem jak karty, automaty, ruletka.

– Tak samo uzależniają?

– Dokładnie. Chociaż trzeba pamiętać, że jakieś 30 proc. populacji ma tendencję do uzależnień. Przecież nie wszyscy, którzy piją piwo czy wino, stają się alkoholikami.

– Jak wciąga hazard?

– Pierwsza faza to zwycięstwo. Jesteś wielki, mądry, przecież tak szybko i łatwo udało się zarobić. Druga faza – strata. Pierwsze przegrane, oczywiście masz pewność, że z tego wyjdziesz, odrobisz, tylko musisz się trochę bardziej zaangażować, poczytać, podyskutować z innymi graczami. Poświęcasz coraz więcej czasu na grę, a to oznacza izolację od rodziny, przyjaciół, rezygnujesz z tego, co niedawno było twoją pasją. Opuszczasz się w pracy. Budujesz powoli alternatywny świat, a w jego centrum umieszczasz granie. I tak płynnie przechodzisz do trzeciej fazy – desperacji. Już czujesz na plecach oddech wierzycieli, nie otwierasz drzwi komornikowi, odbierasz tylko bezpieczne telefony. Zastawiasz, pożyczasz i nie oddajesz, często popadasz w konflikt z prawem. Życie jest już całkowicie zdominowane przez grę. Racjonalizujesz, uruchamiasz cały system zaprzeczeń. Ja hazardzistą? A pracownik korporacji, który od rana do wieczora nie wychodzi z firmy, bierze do domu robotę, to kim jest? I ostatnia, czwarta faza – utrata nadziei. Już nie pracujesz, często nawet się nie myjesz i nie dbasz o rzeczy, w których wychodzisz do miasta, zresztą tylko po to, żeby gdzieś załatwić pieniądze albo obstawić zakład. Po głowie plątają się myśli samobójcze. Depresja postępuje. Jakakolwiek wygrana nie rozwiązuje już żadnego problemu, spirala zadłużenia jest tak rozkręcona, że te pieniądze nic nie zmieniają w twojej sytuacji. Dochodzi alkohol, czasem narkotyki, obżarstwo, seksoholizm. Uzależnienia się multiplikują. Z tej fazy są już tylko dwa wyjścia – leczenie albo śmierć.

Zdarzenie 11. Kontrola wychodzi, kontrola wchodzi

Krzysztof Nowosadko, wiceprezes Milenium, tak charakteryzuje klientów swojej firmy: – Mężczyźni, fani sportu, lubią emocje, adrenalinę i dobrą rozrywkę. Znakomicie zorientowani w wielu dyscyplinach. Oglądają, analizują, szukają. Takie hobby.

– A może nałóg?

– W punkcie bukmacherskim najtrudniej jest się uzależnić od hazardu. Żeby obstawiać, trzeba w to włożyć dużo wysiłku. Typowanie wyniku meczu to nie to samo co ruletka czy blackjack.

– Prawo stawia znak równości.

– Nasza branża padła ofiarą afery hazardowej. Na fali społecznego zapotrzebowania posłowie zaostrzyli przepisy. Szkoda, że z taką sama pasją nie zwalcza się przestępczości polegającej na organizowaniu nielegalnych zakładów w internecie. Skarb państwa traci miliony, grać w sieci może każdy niezależnie od wieku, wygrane są wypłacane bez podatków. A my jesteśmy chyba najczęściej i najskrupulatniej kontrolowaną branżą. Nasze drzwi praktycznie się nie zamykają, jedna kontrola wychodzi, druga wchodzi.

– Dziwi się pan? Co jakiś czas wybuchają afery z lewym obstawianiem przez sportowców czy działaczy, granie u bukmacherów w wielu krajach świata jest po prostu zabronione.

– Kto traci na tych aferach? Przecież nie ci, którzy nieuczciwie obstawiają, tylko my, firmy bukmacherskie! Dlatego autoryzujemy zakłady, żeby wyeliminować ryzyko, bo to my jesteśmy ofiarami ewentualnych nadużyć w sporcie czy tzw. ustawek. To właśnie bukmacherom najbardziej zależy na uczciwej rywalizacji.

Zdarzenie 12. Zrób kupon, odbijesz!

Czekam na Roberta w Coffeeheaven. Wbiega zdyszany w tym samym wyciągniętym swetrze co ostatnio, w ręku trzyma dużego smartfona, co chwilę spogląda w monitor.

– I jak? Trochę dał dupy ten Gostkowski. Kto mógł przewidzieć, że łajza się poślizgnie? Ale emocje były?

– Były. Szkoda tysiąca.

– Co ci mogę poradzić. Znasz się trochę na polityce, trzeba było zrobić kupon na wybory prezydenckie w USA, byś się odbił. Postawić na Obamę, płacili 1,4 do 3,5. Dałbyś 10 kawałków, no… tysięcy, wygrałbyś 2,5 tys., byś odrobił kawałek i miałbyś 1,5 tys. górki.

źródlo: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,12854939,Bogmacher.html

Tekst zawiera treści reklamowe | +18 | Obowiązuje regulamin Telefon zaufania dla osób uzależnionych behawioralnie (w tym od hazardu): 801 889 880(czynny codziennie w godz. 17-22) Serwis LegalnyBukmacher.com,przeznaczony jest TYLKO dla osób które skończyły 18 lat. Prezentujemy na swoich łamach tylko te zakłady bukmacherskie, które posiadają zezwolenie do urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów.
    • Totolotek zezwolenie Ministerstwa Finansów AG/9/7251/8/LBU/2012/2013/RD61485;
    • Fortuna zezwolenie Ministerstwa Finansów SC/12/7251/10/WKC/11-12/5565;
    • LV Bet zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.9.2016.EQK;
    • Milenium zezwolenie Ministerstwa Finansów SC/12/7251/17-7/ARP/BMB/2011/BMI9-10599;
    • eToto zezwolenie Ministerstwa Finansów AG9(RG3)/7251/15/KLE/2013/17;
    • forBET zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.10.2016;
    • STS zezwolenie Ministerstwa Finansów SC/12/7251/11-6/KLE/2011/5540/12;
    • SuperBet zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.4.2017;
    • TOTALbet zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.12.2017;
    • PZBuk zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.26.2017;
    • Betclic zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.26.2017;
    • BetFan zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.3.2018
    • Ewinner zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.29.2017
    • Typiko zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.30.2017
    • Traf ZW zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.3.2018
    • Polski Bukmacher zezwolenie Ministerstwa Finansów PS4.6831.28.2017
    • Noblebet licencja nr PS4.6831.28.2017
Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem Korzystając z serwisu Legalny Bukmacher godzisz się na otrzymywanie materiałów marketingowych, które są jego integralną częścią. Nieodłącznym elementem portalu Legalny Bukmacher są np. banery reklamowe, na których możemy promować swoje usługi i produkty oraz usługi i produkty podmiotów z nami współpracującymi. Materiały promocyjne możemy przesyłać naszym Subskrybentom także w ramach newslettera. Możesz być pewny, że nie będziemy nadużywać tej możliwości starając się udostępniać tylko takie informacje, których możesz od nas oczekiwać.